Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY
Dyskusje o inedii, niejedzeniu, poszczeniu, dietach i inne.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

MEDYCYNA KONWENCJONALNA - droga do zdrowia ???

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Leczenie, Oczyszczanie Ciała i Umysłu, Zdrowie, Medycyna.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
krzysztof



Dołączył: 02 Lip 2007
Posty: 539
Skąd: zielona góra

PostWysłany: 2008 08 02 08:20    Temat postu: MEDYCYNA KONWENCJONALNA - droga do zdrowia ??? Odpowiedz z cytatem

Medycyna nie bierze pod uwagę następujących ogromnie ważnych dla organizmu człowieka aspektów :
1.stresu i jego niekorzystnego wpływu na układ immunologiczny i procesy życiowe ,
2.niewystarczająca ilość ćwiczeń ,
3.nadmiaru kalorii ,
4.wysoko przetworzonego i zdenaturowanego pożywienia wyhodowanego na zdenaturowanej i chemicznie skażonej glebie ,
5. wystawienia na dziesiątki tysięcy toksyn znajdujących się w otaczającym nas środowisku.

Zamiast starać się zminimalizować te chorobotwórcze czynniki w rzeczywistości „ konwencjonalna medycyna” powoduje jeszcze więcej chorób i to właśnie przez stosowane techniki medyczne ,testy diagnostyczne , NADUŻYWANIE MEDYCZNYCH I CHIRURGICZNYCH ZABIEGÓW oraz NADUŻYWANIE LEKÓW FARMACEUTYCZNYCH. .Ogrom krzywd spowodowanych tą strategią terapeutyczną jest rezultatem NIEWIELKIEJ ILOŚCI pieniędzy przeznaczonych NA ZAPOBIEGANIE chorobom.

Ogólna liczba zgonów JARTOGENNYCH ( czyli będących następstwem „LECZENIA”) podanych w przedstawionej poniżej wykazie wynosi 783 936. Jest oczywiste , że amerykański system ochrony zdrowia stanowi główną przyczynę ZGONÓW i USZKODZEŃ ORGANIZMU w Stan. Zjed.

Roczny fizyczny i ekonomiczny koszt interwencji medycznych :

( pierwsza pozycja to LICZBA ZGONÓW , druga to KOSZT )

1.Poszpitalne ADR ( adverse drug ractions ) czyli osoby ze szpitalnymi szkodliwymi reakcjami ubocznymi na aplikowane leki : 106 000 , 12 mld $

2. Błędy sztuki medycznej : 98 000 , 2 mld $

3.Odleżyny : 115 000 , 55mld $

4.Infekcje : 88 000 , 5 mld $

5.Niedożywienie : 108 000 , ?$

6.ADR u pacjentów ambulatoryjnych :199 000 , 77mld $

7.Niepotrzebne zabiegi : 37 136 , 122 mld $

8. Pochodne zabiegów chirurgicznych : 32 000 , 9 mld $ -

RAZEM : 783 936 , 282 mld $ ( 2001 r.)

Na uwagę zasługuje obliczenia dra Luciena Leape ‘a , który w swoich danych wskazuje na jeszcze wyższą ilość zgonów w przypadku ADR i błędów sztuki medycznej = 420 000 a koszt to 200 mld $ .

Dodatkowo
W 2001 r. ZGONY związane z zawałami serca = 699 697!!!
W 2001 r. ZGONY związane Z RAKIEM = 553 251 !!!

Statystyka niepotrzebnych interwencji medycznych przeprowadzanych w ciągu roku :

HOSPITALIZACJA: 8,9 mln
ZABIEGI: 7,5 mln

W sprawozdawczości zgłaszanych jest zaledwie od 5 do 20 % jatrogennych przypadków -wiadomo , tym samym UNIKA SIĘ procesów sądowych i represji , zachowuje dobrą reputację i chroni personel.
The Psychiatric Tmes podaje , że Amerykańskie Towarzystwo Lekarskie jest zaciekłym przeciwnikiem OBOWIĄZKOWEJ SPRAWOZDAWCZOŚCI w zakresie błędów medycznych . Z badań dotyczących pielęgniarek wynika , że ze strachu przed ewentualnymi reperkusjami również one nie donoszą o błędach medycznych.

Standardowe medyczne teksty farmakologiczne przyznają , że stosunkowo niewielu lekarzy sporządza doniesienia dla FDA o niekorzystnych reakcjach ubocznych na leki. Powody tego są wielorakie - ! OD NIEZNAJOMOŚCI ISTNIENIA TAKIEGO systemu sprawozdawczości począwszy , a na strachu przed oskarżeniem o przepisanie leku , który zaszkodził skończywszy. Co więcej- uwaga ! TEKSTY FARMAKOLOGICZNE mówią także lekarzowi JAK TRUDNO JEST ODRÓŻNIĆ EFEKTY UBOCZNE OD FAKTYCZNY OBJAWÓW CHOROBY – ale przecież „ktoś” „zbadał” ,”zatwierdził” ,sprzedał i zarobił na „LEKU”!!!!
Trzeba przypomnieć , iż poważne niekorzystne reakcje pojawiają się powszechnie już po zaaprobowaniu leku przez FDA. Szkodliwy wpływ na zdrowie nowych środków jest znany dopiero po wielu latach jego obecności na rynku

Gdyby błędy sztuki medycznej były w pełni i dokładnie zgłaszane , mielibyśmy do czynienia ze znacznie większą liczbą zgonów jatrogennych niż 783 936.
PAMIĘTAJCIE POWYŻSZE DANE DOT. TYLKO zgonów jatrogennych czyli będących następstwem „leczenia”.

W 1978 OTA (Biuro Oceny Technologii Stan. Zjed.) podało , że tylko od 10 – 20 % wszystkich obecnie stosowanych w praktyce medycznej zabiegów okazuje się po sprawdzeniu w kontrolowanych próbach skutecznych. Obecnie nikt nie pyta o zdanie OTA i pozostała kolejną atrapową instytucją stojącą na „straży” ludzkiego zdrowia.


Aby zorientować się w konflikcie interesów , wystarczy przyjrzeć się liczbie inwestorów w szpitalnych medycznych i rządowych RADACH DORADCZYCH.
Przeprowadzone w roku 2003 badania ujawniły , że kadra prawie POŁOWY akademii medycznych , która zasiada w Instytucjonalnych Radach Doradczych ( IBR – Institutional Review Board ) aby doradzać w sprawie KIERUNKÓW BADAŃ KLINICZNYCH , pełni również rolę KONSULTANTÓW FIRM FARMACEUTYCZNYCH !!!!!!
Nie od dziś wiadomo ,że firmy farmaceutyczne dzięki olbrzymim zyskom fundują badania medyczne , wspierają akademie medycznej szpitale i reklamują się w pismach medycznych.
Przy pomocy pękatych portfeli „zachęcają” naukowców i wykładowców akademickich do popierania swoich programów a tym samym komercyjne cele przemysłu far. Wpływają na oblicze akademii medycznych w wielu aspektach. ( oczywiście pamiętać należy o korzyściach płynących z jakichkolwiek badań - bo wynik jest wiadomą „połknij to i będzie ok.”).

W przypadku subsydiowania badań przez firmę farmaceutyczną istnieje 90 % prawdopodobieństwo , że lek zostanie określony za „efektywny” , podczas gdy badania subsydiowane przez sponsorów spoza branży farmaceutycznej daje 50% prawdopodobieństwo.
Ciekawe są liczby : w 1981r. przemys farmaceutyczny „DAŁ” na badania uniwersytetom i college’om 292 mln $ , zaś w roku 1991 tym samym instytucjom UWAGA! 2,1 mld!!! a po roku 2000 zgadnijcie sami.

Do roku 1995 firmy farmaceutyczne potroiły ilość pieniędzy PRZEZNACZONYCH na bezpośrednie reklamowanie leków wydawanych na receptę. Większość tych pieniędzy przeznacza się na uwodzicielskie reklamówki w telewizji .Od 1996 do 2000 wydatki na ten cel wzrosły z 791 mln$ do blisko 2, 5 mld.$!!!!!!!! a ,że ludzie chcą tego co widzą w telewizji to efekt wzrostu zysków firm farmaceut. jest ciągle widoczny. Chociaż 2,5 mld.może wydawać się dużą sumą pieniędzy , autorzy twierdzą , że jest to zaledwie 15 % ogólnego budżetu reklamowego przemysłu far.

Spójrzmy tylko na efekty uboczne leków antydepresyjnych mających pomagać ludziom , którzy wpadli w depresję. Pacjenci oczekujący bardziej radosnego życia i szukający ulgi od obaw , stresu i lęków stają się ofiarami reklam pokazywanych w telewizji i na bilboardach. W rezultacie często padają ofiarą niezliczonych efektów ubocznych kuracji antydepresyjnych. Głównymi użytkownikami antydepresantów są młodzi ludzie hodowani na RITALINIE ( polska nazwa handlowa CONCERTA ). Leczenie młodzieży i modyfikowanie jej emocji ma pewien wpływ na to , jak daje sobie ona radę ze swoimi uczuciami. Uczy się ona stawiania znaku równości między radzeniem sobie a lekami , zamiast polegania na sobie i swoim rozumie i wnętrzu. Zresztą od dawna wiadomo , że RITALIN działa podobnie do kokainy. Obecna reklama modyfikujących nastroje leków , takich jak PROZAC lub ZOLOFT , czyni je nie tylko społecznie AKCEPTOWALNYMI , ale niemal „koniecznością” w obecnym „pełnym” stresów świecie ,a dalsze kroki przemysłu far. to utwierdzenie powyższego stanu rzeczy.

Na przykładzie NIEMIEC łatwo zauważyć na czym zależy przmysłowi far.: jeszcze w 1948 r. liczba zgonów spowodowanych zawałem serca wynosiła ok.7000 tyś., a już w 1992. było 200 tyś. a w 2000 roku ok. 1 milion. Co charakterystyczne Niemcy posiadają jak na obecne czasy jeden z najlepszych systemów ochrony zdrowia a „Leki” są coraz „lepsze” i droższe.

Przedstawiciele przemysłu far. posługują się wymówką w postaci konieczności przeprowadzenia szerszych badań , zanim wyrażą swoje poparcie dla zakazu nadmiernego stosowania leków. Tylko ciekawe kto ma takie badania „Sponsorować” – PAŃSTWA ? , które kupują leki od firm far. , czy przemysł far. , który nie jest zainteresowny tego typu badaniami– bo i po co a może sami lekarze będący na garnuszku pośrednio przemysłu far. i pośrednio Pańtwa , nie licząc tych prowadzących swoje prywatne kliniki ( takich lekarzy nie ma zbyt dużo).
„Naukowcy” chętnie stosowali wymówkę ,że brak dostatecznej liczby badań potwierdzających szkodliwość DDT i innych niebezpiecznych pestycydów , aby zakazać ich stosowania . Identyczną wymówkę stosowali w przypadku TYTONIU , utrzymując , że muszą przeprowadzić więcej badań , zanim będą mogli z całą pewnością stwierdzić , że palenie tytoniu powoduje raka płuc. Nawet AMA ( American Medical Association – amerykańskie towarzystwo Medyczne ) było współwinne opóźniania ogłoszenia wyników badań szkodliwości tytoniu. W 1964 r. Raport Naczelnego Chirurga Kraju potępił palenie , tym czasem AMA odmówiło mu poparcia. CZYM SIĘ KIEROWALI? Twierdzili ,że potrzebowali więcej badań . W RZECZYWISTOŚCI tym ,czego potrzebowali były pieniądze , które dostali od firm tytoniowych. W ciągu następnych lat AMA otrzymało od nich 18 mln $ i przez cały ten czas MILCZAŁO w kwestii zagrożeń wynikających z palenia tytoniu. tym czasem AMA odmówiło mu poparcia. CZYM SIĘ KIEROWALI? Twierdzili ,że potrzebowali więcej badań .
Po uważnym rozważeniu zakresu , w jakim papierosy były używane przez lekarzy w ich praktyce JAMA ( Journal of the AMA - czyli magazyn Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego) zaczął w roku 1933 AKCEPTOWAĆ REKLAMY TYTONIU. Stanowe magazyny medyczne również zaczęły zamieszczać reklamy Chesterfieldów , utrzymując , że papierosy są „RÓWNIE CZYSTE JAK WODA , KTÓRĄ PIJEMY....I PRAKTYCZNIE NIE DOTYKANE PRZEZ LUDZKIE RĘCE”. W 1948r.magazyn JAMA przekonywał: „można by więcej powiedzieć na KORZYŚĆ PALENIA jako formy ucieczki od napięć niż przeciwko niemu...( tu UWAGA!!! ) i nie wydaje się by istniała przewaga danych przemawiających na rzecz porzucenia TYTONIU JAKO SUBSTANCJI SZKODLIWEJ DLA ZDROWIA CZŁOWIEKA!!! Zobacz link poniżej.
odnosnie tytoniu ( patrz rok 1933-11-25 oraz 1948 ) :
http://www.tobacco.org/resources/history/Tobacco_History20-1.html
Obecnie „naukowcy” nadal posługują się wymówką w postaci konieczności przeprowadzenia szerszych badań , zanim wyrażą swoje poparcie dla zakazu nadmiernego stosowania leków.
Pozdrawiam z Zielonej Góry.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
krzysztof



Dołączył: 02 Lip 2007
Posty: 539
Skąd: zielona góra

PostWysłany: 2011 11 14 12:07    Temat postu: Re: MEDYCYNA KONWENCJONALNA - droga do zdrowia ??? Odpowiedz z cytatem

WITAM Surprised


"Skutek uboczny śmierci"- John Virapen
http://www.darkplanet.pl/JohnVirapenSkutekubocznycmier--42959.html
http://www.gandalf.com.pl/b/skutek-uboczny-smierci/
Cytat:

“Skutek uboczny: śmierć” to autobiograficzna opowieść Johna Virapena, byłego dyrektora wykonawczego szwedzkiego oddziału Eli Lilly and Company. Jest to wciągająca historia o korupcji, przekupstwie oraz oszustwach w dużych i znaczących firmach farmaceutycznych. Autor zdobył ogromne doświadczenie w tej branży na arenie międzynarodowej pracując, jako dyrektor generalny firmy Eli Lilly and Company w Szwecji. Virapen postanowił wyciągnąć na światło dzienne całą prawdę i tajemnice koncernu farmaceutycznego, ujawnia, dlaczego tak wiele leków i preparatów ze skutkami ubocznymi, takich jak Prozac, zostało zatwierdzonych i jest przypisywanych pacjentom. Brzmi kontrowersyjnie, ale na pewno interesująco.
John Virapen urodził się w Gujanie i ma indiańskie korzenie, jednak w 1960 roku wyjechał do Europy. W czasie swojej podróży poznał kobietę i dla niej przeprowadził się do Szwecji. Tam dostał pracę, jako przedstawiciel handlowy firmy Eli Lilly and Company. Początkowo odwiedzał lokalnych lekarzy. Przynosząc im drobne upominki, zachęcał ich do przepisywania leków z reprezentowanej firmy. Autor odnosił ogromne sukcesy, jego wyniki szybko rosły w rankingach. Virapen skupił się w dużej mierze na leku Prozac. Całkowicie zaangażował się w promocję tego leku i wiedząc o jego skutkach ubocznych, dążył do tego, aby każdy lekarz go zatwierdził i przepisywał. Nie zawsze wystarczał drobny upominek czy mała łapówka. Zapraszał swoich klientów na ‘konferencje naukowe’ do egzotycznych miejsc, domów publicznych, a czasem posuwał się wręcz do przekupstwa. Otwarcie przyznaje: „Przekupiłem szwedzkiego profesora, by zwiększyć szansę rejestracji Prozacu w Szwecji”.

Czytając książkę „Skutek uboczny: śmierć” mam wrażenie, że jest to próba zadośćuczynienia autora za to, co zrobił w przemyśle farmaceutycznym. Odważnie pisze o tym, że przemysł farmaceutyczny nie ma najmniejszych problemów z tworzeniem różnych ‘chorób’, by przekonać zdrowych ludzi, że coś im dolega i potrzebują na to lekarstwa, najczęściej bardzo drogiego leku. Virapen opisuje przypadek po przypadku, w którym normalny, zdrowy, przystosowany człowiek, po zażywaniu Prozacu, zmieniał się w zupełnie inną osobę.

Autor przedstawia chronologię wydarzeń, które rozgrywały się na całym świecie w związku z dopuszczaniem i wycofywaniem różnych szkodliwych leków z rynku. Szokujące jest to, że w imię zysku, z łatwością tuszuje się skandale i toleruje przypadki śmiertelne wśród osób zażywających dany lek. Wielokrotnie firmy farmaceutyczne puszczają w ruch sprawdzone mechanizmy marketingowe, które mają sprawić, by nowy składnik został wpuszczony na rynek bez rzetelnych badań. Niestety koncerny farmaceutyczne coraz bardziej skupiają się również na dzieciach. Zaskakujące jest to, że pacjenci nie interesują się tym, jakie leki wchodzą na rynek oraz tym, co zażywają i czy tak naprawdę dany preparat jest im potrzebny.

„Skutek uboczny: śmierć” to wciągająca i interesująca książka, którą czyta się lekko, ale która daje do myślenia. Życiorys Johna Virapena oraz opis spisków i wszelkich intryg mają charakter sensacyjny i absorbujący. Jest to niezwykle ciekawa książka, która pokazuje, do czego są i będą w przyszłości zdolne firmy farmaceutyczne, by stworzyć nowe rynki dla swoich leków. Warto dowiedzieć się paru rzeczy, których nigdy nie mieliśmy poznać. Ciekawa pozycja.



Kilka słów zawodowego tłumacza na temat wymienionej pozycji
http://yourenglishangel.blogspot.com/2011/06/john-virapen-skutek-uboczny-smierc.html
Cytat:

John Virapen "Skutek uboczny: śmierć"
W wydawnictwie Publicat ukazało się właśnie moje tłumaczenie autobiograficznej książki Johna Virapena "Skutek uboczny: śmierć" (Side Effects: Death. Confessions of a Pharma-Insider. 2010, Virtualbookworm.com Publishing Inc.).

Książka poświęcona jest wątpliwej jakości praktykom koncernów farmacetycznych, głównie promowaniu nowych produktów oraz kreowaniu zapotrzebowania na nowe, które mają leczyć "urojone" choroby (autor dość brutalnie rozprawia się m.in. z ADHD). John Virapen pracował w branży przez długi okres czasu i relacjonuje tutaj przede wszystkim swoje poczynania.

Książka napisana jest prosty językiem, a życiorys autora i jego machinacje przedstawione są w sposób sensacyjny, rzekłbym nawet – bombastyczny. Pomimo tego, że oczywistości autor ukazuje jako prawdy objawione, książka jest wiarygodna pod względem merytorycznym (jej polskie wydanie było zresztą konsultowane z niezależnym farmaceutą). Mnie najbardziej zafascynował opis mechanizmów marketingowych i handlowych. Zauważyłem sporo analogii do tego, co dzieje się obecnie w naszym kraju na rynku podręczników szkolnych do nauki angielskiego.

Jako tłumacz muszę tu zwrócić uwagę na to, że oryginał to jedna z najgorzej zredagowanych książek, z jaką miałem do czynienia: wystarczy wspomnieć o pomylonej numeracji przypisów, czy namiętne stosowanie skrótu ADHS w miejsce ADHD (Autor uznał, że to pewnie "syndrome", więc literka S w akronimie pojawić się musi. Na jego nieszczęście jest to przecież "disorder"...) Szczytem wszystkiego było wymienianie American Society for Diabetes, które po prostu... nie istnieje. Wyjątkowo niestarannie została sporządzona bibliografia; autor nie zadbał o utrzymanie jakichkolwiek konwencji (brak choćby dat dostępów do materiałów internetowych).

Jeśli kogoś interesują przygody tłumacza z tłumaczeniem, to muszę przyznać, że najbardziej dały mi popalić strony z ADHD, gdzie Virapen rozpisuje się na temat dzieci i ich zachowania. Omawia pokrótce reklamy i strategie wychowawcze, i dały mi tu popalić Pawełki Wiercipięty (Fidgety Philip), Stasie Straszydło ("shock-headed Peter") czy inne Mikołajki (Little Nick). Dlaczego to takie bolesne? Ponieważ strasznie zwalniaja pracę, gdyż tłumacz musi przeprowadzić małe śledztwo. Po pierwsze, należy się upewnić, czy dziecięce imiona pochodzą z bajek albo opowiadań, czy też może zostały wymyślone przez autora. Jeśli to pierwsze, należy sprawdzić, czy nie pojawiły się te postacie aby w jakiś polskich tłumaczeniach. Ponieważ w tym przypadku były to dzieci z książek niemieckiego lekarza Heinrichia Hoffmana oraz opowieści francuskiego duetu Goscinny-Sempé (Virapen miłosiernie wymienia ich w swojej książce), trzeba było poszukać polskich odpowiedników. Poklikalim, poklikalim i jak zawsze Wujek Google i Ciocia Wikipedia dają radę! Morał jest taki: nawet tłumacząc książkę z branży biograficzno-farmakologicznej, masz być tłumaczu przygotowany na to, że autor skoczy w bok i przetestuje twoją wiedzę choćby z literatury dziecięcej! Ale przecież takie smaczki my tłumacze lubimy najbardziej Smile

Tłumaczenie wykonywałem na zlecenie firmy TERKA, z którą mam przyjemność od kilku lat współpracować.



POZDARWIAM Z ZIELONEJ GÓRY Surprised
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
krzysztof



Dołączył: 02 Lip 2007
Posty: 539
Skąd: zielona góra

PostWysłany: 2011 12 18 12:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

WITAM Surprised


Polski przekład "Jak nie dać się wykończyć lekarzowi" Vernona Colemana - ( oryginalne wydanie 1996)
http://www.gandalf.com.pl/b/jak-nie-dac-sie-wykonczyc-lekarzowi/
Cytat:

Wydawnictwo: Argani
Wprowadzono: 13-09-11
Im bardziej medycyna będzie polegać na lekarstwach, tym intensywniej będą pracować działy public relations międzynarodowych koncernów farmaceutycznych, aby przekonać lekarzy i pacjentów, że leki to jedyna metoda zapobiegania chorobom i terapii. Pojawi się ogromna ilość programów zachęcających do szczepień i zażywania leków.
Tysiące lekarzy zostanie opłaconych, by głosić nauki firm farmaceutycznych. W Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii to one kontrolują lekarzy. To nie przypadek, że w krajach tych jatrogenia, czyli zły stan zdrowia wywołany przez lekarza, jest obecnie jedną z trzech głównych przyczyn zachorowań i śmierci.
Lekarze i leki mogą być przydatne. Mogą uratować życie. Muszą być jednak stosowane ostrożnie, jakby na ich opakowaniu, tak jak na papierosach, znajdowało się ostrzeżenie Ministerstwa Zdrowia. Każdy jest odpowiedzialny za to, by osobiście decydować o swoim zdrowiu i przeznaczeniu. Musimy stać się klientami służby zdrowia, zdolnymi do samodzielnego podejmowania najważniejszych decyzji i wybierania tych kuracji, które akceptujemy, a które chcemy odrzucić. Należy traktować lekarzy jak techników, którzy służą radą i wsparciem technicznym. Trzeba jednak nauczyć się, jak i kiedy podejmować ważne decyzje samodzielnie. Celem niniejszej książki (jak również moich pozostałych poradników medycznych) jest, aby jej czytelnicy stali się niezależnymi klientami służby zdrowia. Książka, którą trzymasz w rękach, pomogła już rozpocząć łagodną rewolucję w wielu krajach. Jestem zachwycony, że wydawca przybliża moją pracę czytelnikom w Polsce. Przygotujcie się na medyczną rewolucję.
Życzę dużo zdrowia.
Vernon Coleman
Tytuł oryginalny: How To Stop Your Doctor Killing You
Tłumaczenie: Borys Walczyna


fragmenty:
http://www.prokapitalizm.pl/category/ksiazki/fragmenty
http://www.dobreksiazki.pl/b19013-jak-niedac-sie-wykonczyc-lekarzowi.htm
Cytat:

Nie pozwól, by lekarz tobą poniewierał

Niegdyś lekarze byli obdarzani przez pacjentów szacunkiem i zaufaniem. Dziś nie jest to regułą.

Sympatia wobec lekarzy stale się zmniejsza. Sądzę, że ma to niewiele wspólnego ze stosowanymi przez nich metodami leczenia i ich skutecznością. W mojej ocenie, przyczyny wspomnianej tendencji należy szukać gdzie indziej – sedno sprawy leży w tym, że lekarze zachowują się obcesowo, wyniośle i są, najzwyczajniej rzecz biorąc, niemili. Nie mają szacunku do pacjentów, terroryzując ich na każdym kroku.

Codziennie otrzymuję listy od pacjentów, którzy spotkali się z niechęcią lekarza, gdy ośmielili się zadać pytanie lub odezwali się w niewłaściwym momencie.

„Wyszłam ze szpitala ze łzami w oczach”, zwierza się jedna z moich czytelniczek. „Czekałam na konsultację trzy godziny, a gdy w końcu udało mi się wejść do gabinetu, usłyszałam zaledwie kilka zdań. Potem lekarz po prostu wyszedł bez słowa wyjaśnienia. Pielęgniarka powiedziała mi, że mogę iść do domu. Mąż, który czekał na zewnątrz, był gotów pobić lekarza za to, co mnie spotkało. Wciąż nie wiem, co mi dolega”.

Czasem wstydzę się tego, że jestem lekarzem.

„Skierowano mnie do wyziębionego gabinetu, kazano się rozebrać i położyć na leżance”, pisze inny czytelnik. „Czekałem na badanie 25 minut. Chcąc się rozgrzać, usiadłem ze skulonymi kolanami. Do gabinetu wparował lekarz w towarzystwie pielęgniarki i grupki studentów. Lekarz przeprowadzał badanie, a cała reszta gapiła się na mnie. Nikt nie poświęcił nawet chwili, by ze mną porozmawiać. Po zakończeniu oględzin lekarz po prostu sobie poszedł”.

W takiej sytuacji trudno się dziwić, że miliony chorych szukają pomocy u przedstawicieli „medycyny alternatywnej”. Tak duże uznanie zyskują oni nie ze względu na metody terapii, które zalecają, ale w związku z ich szacunkiem do pacjenta.

Choć lekarze pierwszego kontaktu (lekarze rodzinni) są rzeczywiście niemili, znacznie gorsi są pod tym względem lekarze specjaliści pracujący w szpitalach. Wielu z nich zachowuje się tak, jakby uważali się za bogów. Traktują pielęgniarki i asystentów niczym niewolników, a do pacjentów odnoszą się z pogardą. Wielu lekarzy specjalistów przypomina swoim zachowaniem strażników obozowych, widząc w pacjentach nieomal przestępców. Osoby wykonujące zawód lekarza powinny odznaczać się troską o innych, tymczasem zewsząd słychać skargi na ich arogancję, bezczelność i nieczułość.

Oto kolejny fragment listu od czytelnika:

„Po wizycie u lekarza czułem się niesamowicie poniżony. Potraktował mnie niczym krowę, przepędzaną z jednego pastwiska na drugie. Niczym bezrozumną istotę pozbawioną uczuć. Nie dał mi szansy na zadanie pytań. Byłem tak roztrzęsiony, że nie miałem siły na jazdę autobusem, do domu podrzucił mnie znajomy. Istny koszmar!”

Lekarze specjaliści często zapominają, że choć oni sami mają codziennie do czynienia ze śmiercią i chorobami, dla ich pacjentów konsultacja medyczna jest doświadczeniem wyjątkowym i poruszającym.

Wielu pacjentów narzeka, iż lekarze specjaliści popisują się przed pielęgniarkami i asystentami (ci sami lekarze w czasie konsultacji prywatnych są zazwyczaj uprzejmi, wręcz ujmujący). Niewłaściwe maniery przez nich prezentowane są naśladowane przez młodszy personel. W tysiącach listów, które otrzymałem, znajdują się skargi na nieuprzejme zachowanie pielęgniarek, sanitariuszy, techników i fizjoterapeutów. Część personelu szpitalnego czerpie najwyraźniej przyjemność z upokarzania pacjentów. Szczególnie narażone na takie zachowanie są osoby starsze i kobiety w ciąży.

Poniżej zamieszczam kolejne fragmenty listów od czytelników:

Pan A: „Gdy powiedziałem lekarzowi, że oszaleję, jeśli objawy się utrzymają, ten odpowiedział, iż to zapewne już się stało. Popisywał się przed swoimi asystentami, którzy uśmiechali się, chcąc sprawić mu przyjemność”.

Pani B: „Lekarz specjalista starał się za wszelką cenę zrobić wrażenie na młodszym personelu. Gdy ośmieliłam się wyrazić krytyczną uwagę, usłyszałam: ‘Nikt pani tu nie zaciągał na siłę’”.

Pani C: „Lekarz nakrzyczał na mnie, nie mogąc wkłuć się w żyłę”.

Pani D: „W szpitalu dowiedziałam się, że mam raka piersi. Lekarz powiedział, że przejdę operację, gdy znajdzie się wolny termin. To tyle, jeśli chodzi o konsultację. Cała wizyta nie trwała dłużej niż trzy minuty. Mój świat zawalił się w jednym momencie. Wsiadłam do samochodu, wróciłam do domu i rozpłakałam się przy dzieciach”.

Pan E: „Na moje pytanie o to, czy operacja jest rzeczywiście konieczna, chirurg odpowiedział tymi słowy: ‘Mam na głowie masę zabiegów. Jeden więcej lub mniej nie robi mi różnicy’.

Pani F: „Technik przeprowadzający badanie radiologiczne był opryskliwy i niegrzeczny. Przez następne pięć dni bolała mnie klatka piersiowa”.

Pani G: „Musiałam poddać się dość intymnemu badaniu. Wokół zebrała się grupka lekarzy, którzy zaczęli chichotać i wymieniać między sobą niestosowne żarty. Już nigdy nie zgłoszę się na badanie o takim charakterze. Wolałabym chyba umrzeć!”

Pani H: „Lekarz spytał się, czy czuję się lepiej. Odparłam przecząco, jako że wciąż odczuwałam ból. Nakrzyczał na mnie, a ja się rozpłakałam. Wrzeszczał do mnie: ‘Proszę na mnie patrzeć, gdy do pani mówię’. Płacz zupełnie mnie sparaliżował”.

Pan I: „Żona była w tym roku już trzy razy w szpitalu, ale jak na razie nikt nie udzielił nam żadnych informacji”.

Pani J: „Byłam tak zdenerwowana, że trzęsły mi się ręce i nie mogłam rozpiąć biustonosza. Doktor popędzał mnie krzykiem”.

Pani K: „Lekarz pierwszego kontaktu zapisał mnie na prywatną wizytę u specjalisty. Była bardzo kosztowna. Specjalista ograniczył się do stwierdzenia, że powinnam udać się do innego lekarza, i że sama mogłam na to wpaść. Gdy nie zapłaciłam rachunku, zadzwonił do mnie kierownik przychodni, oznajmiając, iż naruszyłam umowę. Wytoczył mi sprawę sądową”.

Pani L: „Lekarz prowadzący terapię szpitalną mojego męża zachowywał się w skandaliczny sposób. Dwa tygodnie temu dowiedziałam się, że został przyjęty na ten sam oddział jako chory. Muszę wyznać, iż mam w związku z tym grzeszne myśli”.

Pani M: „Siedziałam na leżance w fartuchu, w który odziewa się pacjentów. Nagle wszedł lekarz, który zerwał ze mnie fartuch, tak, że zostałam całkowicie naga. Po pobieżnym badaniu oddalił się równie nagle, jak się pojawił. Nie odezwał się do mnie ani słowem. Dziesięć minut później pielęgniarka oznajmiła mi, iż konsultacja została zakończona”.

Pani N: „W trakcie wizyty prywatnej lekarz był bardzo uprzejmy. Gdy zgłosiłam się na konsultację w przychodni publicznej, był zupełnie innym, opryskliwym człowiekiem”.

Pani O: „Na konsultację w szpitalu czekałam dziewięć miesięcy. Nie zobaczyłam jednak na oczy prawdziwego lekarza. Przyjął mnie arogancki student medycyny. Wstydziłabym się takiego wnuka”. (…)

Od lekarzy oczekuje się działań służących poprawie samopoczucia pacjenta. Powtarzające się na masową skalę incydenty, w rodzaju tych opisanych powyżej, dowodzą, iż lekarze nie wywiązują się ze wspomnianej roli.

Lekarze często próbują tłumaczyć brak manier przepracowaniem. Ten argument nie jest jednak trafiony. Przeciętny czas pracy lekarzy drastycznie spadł w ostatniej dekadzie. Jedna z analiz wskazuje, że statystyczny lekarz pierwszego kontaktu przepracowuje w tygodniu 23 godziny. Wypada wspomnieć o przypadku lekarza, który przechwalał się, iż zdołał skomasować swoją pracę do siedmiu godzin w tygodniu.

Jeszcze mniej pracują lekarze specjaliści ze szpitali. Wielu z nich celowo wydłuża liczbę pacjentów oczekujących na wizytę, tak, by zachęcić chorych do zgłaszania się na odpłatną konsultację w gabinecie prywatnym. Znaczna część specjalistów nawet nie pojawia się w przychodniach przyszpitalnych, przenosząc swoje obowiązki na niedostatecznie przeszkolonych młodych lekarzy. W tym czasie przyjmują pacjentów prywatnie. Wielu zapomina, iż pacjenci znajdują się pod znacznym obciążeniem psychicznym. Powszechne wśród tej grupy jest lekceważenie potrzeb chorych w zakresie należytej informacji, połączone z niechętnym stosunkiem do wszelkich pytań. Przeważająca część lekarzy specjalistów uznaje swój czas za na tyle cenny, iż instruuje personel administracyjny, by przyjmował pacjentów z wielogodzinnym wyprzedzeniem. Mało obchodzi ich, że pacjenci mogą czuć się zażenowani koniecznością długotrwałego czekania na wizytę bez ubrania.
(…)

Pacjenci traktowani byliby lepiej, gdyby lekarze odnosili się do nich jak do własnych bliskich.
Uważam, że każdy lekarz powinien podchodzić do pacjenta właśnie w ten sposób.

Wielu lekarzy uważa się za nadludzkie istoty, których sądy nigdy nie powinny być kwestionowane, których czas jest niezwykle cenny i które jako jedyne zasługują na szacunek.
Myślę, że przyczyn takiego nastawienia należy szukać między innymi w charakterze edukacji medycznej. Przyszli lekarze uczą się dużo o poszczególnych schorzeniach, lecz osobie pacjenta poświęca się w tym kształceniu niewiele uwagi. W programie akademii medycznych nie uwzględnia się w wystarczającym stopniu kwestii takich jak prawa pacjenta czy odpowiedzialność lekarzy. Podejrzewam, iż studenci medycyny dowiadują się zbyt mało o wpływie psychicznych doznań chorych na stan ich zdrowia.

Omawiany problem ma również po części związek z tym, że lekarze zbyt łatwo zapominają, kto ich utrzymuje. Transfery pieniężne mają miejsce poza przychodniami i gabinetami przyjęć, tak więc lekarzom trudno jest zauważyć, iż pacjenci są tak naprawdę konsumentami, którzy mają określone, niepodważalne prawa (dobrze byłoby, gdyby lekarze troszczyli się o pacjentów z uwagi na poczucie obowiązku, ale nie można wymagać od nich zbyt wiele).

Lekarze są znacznie milsi wobec pacjentów, gdy ci płacą za wizytę we własnym zakresie. Taka dwulicowość cechuje szczególnie lekarzy specjalistów ze szpitali.



POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY Surprised
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
krzysztof



Dołączył: 02 Lip 2007
Posty: 539
Skąd: zielona góra

PostWysłany: 2012 04 07 17:55    Temat postu: "Prawda o firmach farmaceutycznych.Jak nas ... Odpowiedz z cytatem

WITAM Surprised

"Prawda o firmach farmaceutycznych.Jak nas oszukują i co z tym robić."Marcia Angell - skrócona wersja książki "The Truth About the Drug Companies"
Suplement do „Aptekarza” Vol 13 (2005) ISSN 1230-8730
http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:yKlsHHtsTL8J:www.tfe.edu.pl/aptekarz/Aptekarz-2005-13-suplement.pdf+&hl=pl&gl=pl

https://docs.google.com/viewer?a=v&q=cache:yKlsHHtsTL8J:www.tfe.edu.pl/aptekarz/Aptekarz-2005-13-suplement.pdf+&hl=pl&gl=pl&pid=bl&srcid=ADGEESisVyOmX9vycLGVfutCGZum8FBrZeoOwxAHYjmKehnEzelYDoTSa0fAzpktQbaQ79NcnDft59seAKXkYN3j1IlsRJEJ9N5kLhdtTZw_JjWkvmBhIZ9blWU_tNHT0HJvaFwJ-Ajc&sig=AHIEtbSN_cVy4_meK4hAY0W4KpqB_HaDUQ

http://www.scribd.com/doc/76294733/Aptekarz-2005-13-suplement
http://www.tfe.edu.pl/aptekarz/Aptekarz-2005-13-suplement.pdf

Kilka wybranych fragmentów
Cytat:
Od Redakcji „Aptekarza”
Książka „The Truth About the Drug Companies” jest par excellence amerykańska, ale zasługuje na popularyzację w każdym kraju, również w Polsce. Autorka, dr Marcia Angell, podjęła trud poinformowania społeczeństwa o postępującej dekadencji medycyny i farmacji, a nawet etyki środowisk odpowiedzialnych za zdrowie – wskutek rosnących wpływów środowiska biznesu farmaceutycznego.
Firmy farmaceutyczne osiągnęły taki poziom potęgi i bogactwa, że wymknęły się spod kontroli. Głoszą, że jakoby robią leki innowacyjne, a w istocie wprowadzają na rynek nowe medykamenty mniej wartościowe od starych (już istniejących), i korzystając z praw wyłącznych (patenty) pobierają zawrotne ceny.
Na łamach „Aptekarza” od lat staramy się głosić prawdę o rynku leków,aby marnotrawstwo pieniędzy było jak najmniejsze i wskutek tego możliwości stosowania najlepszych środków leczniczych zadowalające. Przeto postanowiliśmy wykorzystać głos dr. Angell. Wydaje się on bardzo przekonujący. Autorka przez ostatnie dwie dekady była redaktorem naczelnym„The New England Journal of Medicine”, jednego z najwyżej cenionych czasopism naukowych branży zdrowotnej na świecie. Ta funkcja dawała jej dobry wgląd w działalność przemysłu leków, wyższych uczelni, szpitali klinicznych, administracji ochrony zdrowia. Nie jest kupcem, przemysłowcem, politykiem. Patrzy na lek i zdrowie z pozycji niezależnego pracownika naukowego (obecnie emerytowana w Redakcji, pracuje w Harvard Medical School w Cambridge, Massachusetts, USA). Może okazać się bardzo wartościowym źródłem informacji również w naszym kraju, gdzie po kilkudziesięciu latach kagańca założonego prawdzie, z oszołomami antykapitalistycznymi, teraz mamy wielu oszołomów prokapitalistycznych, od których znów prawdy dowiedzieć się nie sposób. A prawda o lekach jest nam bardzo potrzebna. Jeśli w zamożnych Stanach Zjednoczonych miliony ludzi cierpią nie dostatek leków tylko i wyłącznie z powodu pazerności przemysłu, to co nam grozi w niezamożnej Polsce, gdy jej nie pohamujemy? Starajmy się znać zagrożenie, aby móc mu przeciwdziałać.
Czytelnik niech nam wybaczy, że nie dajemy mu całego dzieła in extenso. Dokonaliśmy skrótów, starając się oddać wiernie myśli najważniejsze. Chodziło nieco o zmniejszenie kosztu edycji. Przecież gros nakładu
"Aptekarza" dystrybuuje się za darmo. Głównie jednak kierowaliśmy się instynktem politycznym.
Robimy wydanie polskie nie tylko dla naukowców. Oni mogą i potrafią sięgnąć do anglojęzycznego oryginału. Nam chodzi o dotarcie do polityków, funkcjonariuszy państwowych, działaczy partyjnych, profesorów medycyny, farmacji, ekonomii, dziennikarzy, którzy nie mają czasu aż tyle, by czytać branżowe książki 300-stronnictowe. Wielu z nich nawet naszej skróconej wersji nie przeczyta. Dla nich sporządzimy skrót z myślą pozyskania jak najwięcej sojuszników dla sprawy „Leki dla Wszystkich”.

Wstęp: Leki są różne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5
1. $ 200 miliardowy kolos . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 9
2. Tworzenie nowego leku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 18
3. Ile przemysł farmaceutyczny rzeczywiście wydaje na R&D? . . . . . 24
4. W tym rzecz, jak innowacyjny jest ten przemysł . . . . . . . . . . . . . . . 29
5. Leki „me-too” – główny biznes przemysłu farmaceutycznego . . . 39
6. Jak dobre są nowe leki?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 46
7. Trudna sprzedaż – przynęty, łapówki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 55
8. Maskowanie marketingu edukacją . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 60
9. Maskowanie marketingu badaniami naukowymi . . . . . . . . . . . . . . 67
10. Sztuczki patentowe – rozciąganie monopoli . . . . . . . . . . . . . . . . . . 70
11. Kupowanie wpływów . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 77
12. Czy bal się kończy? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 82
13. Jak uratować przemysł farmaceutyczny i odzyskać
nasze pieniądze? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 87
Piśmiennictwo


Retoryka versus realizm (gadanie a rzeczywistość)
Poruszająca retoryka ma bardzo mało wspólnego z rzeczywistością.
Po pierwsze, R&D jest relatywnie małą częścią budżetów wielkich koncernów farmaceutycznych, skarłowaciałą przez ich ogromne wydatki na marketing i zarządzanie, mniejszą nawet niż zyski. W rzeczywistości, rok po
roku, przez ponad dwie dekady przemysł farmaceutyczny był dalece najbardziej dochodowym w Stanach Zjednoczonych. (W 2003 r. po raz pierwszy stracił pierwszą pozycję na rzecz produkcji ropy naftowej i banków
komercyjnych). Ceny pobierane przez wytwórców mają mały związek z kosztem wytworzenia i mogłyby zostać drastycznie obcięte bez najmniejsz-go zagrożenia dla R&D.
Po drugie, przemysł farmaceutyczny nie jest szczególnie innowacyjny.Trudno uwierzyć, ale tylko garstka naprawdę ważnych leków została w ostatnich latach wprowadzona na rynek, i one głównie opierały się na badaniach finansowanych przez podatników w wyższych uczelniach, małych firmach biotechnologicznych oraz Państwowych Instytutach Zdrowia (NIH). Ogromna większość „nowych” leków to nie są nowe leki, tylko odmiany starych leków, obecnych na rynku. Są one nazywane „me-too” drugs – ja też lek. Mają na celu zagarnięcie części lukratywnego rynku leku bestsellera przez wyprodukowanie czegoś bardzo podobnego. Na przykład mamy teraz sześć statyn do obniżania poziomu cholesterolu, wszystkie są wariantami pierwszej:
Mevacor (lovastatina), Lipitor (atorvastatina), Zocor (simvastatina), Pravachol (pravastatina), Lescol (fluvastatina) i najnowszy Crestor (rosuvastatina). Dr Sharon Levine, zastępca dyrektora Kaiser Permanente Medical Group, ujął to tak: „Gdybym był producentem i mógłbym, zmieniwszy molekułę, uzyskać następne dwadzieścia lat ochrony patentowej, po czym namówić lekarzy do ordynowania innej opatentowanej formy omeprazolu (Nexium zamiast Losec), albo tygodniowej, a nie dziennej dawki Prozacu (fluoxetiny), kiedy mój stary patent wygasa – po cóż miałbym wydawać pieniądze na dużo mniej pewne próby zrobienia nowego leku?”6
Po trzecie, przemysł farmaceutyczny z trudem można uznać za model amerykańskiej wolnej przedsiębiorczości. Z pewnością przemysł ma swobodę w podejmowaniu decyzji, które leki robić (na przykład me-too zamiast innowacyjnych), może nieskrępowanie pobierać ceny tak wysokie, jakie handel może znieść, ale jest bezwzględnie zależny od monopoli gwarantowanych przez rząd – w formie patentów oraz w formie wyłącznych praw sprzedaży FDA (Food and Drug Administration). Przemysł nie jest szczególnie innowacyjny w opracowywaniu nowych leków, ale jest wysoce innowacyjny i agresywny przy wymyślaniu dróg powiększania uprawnień monopolistycznych.
Nie ma nic szczególnie amerykańskiego w tym przemyśle. Tak jest w skali globalnej. Z grubsza połowa największych firm jest ulokowana w Europie (dokładna liczba zmienia się wskutek fuzji). ....

Dominowanie
Tak jak w latach 1980-1990 zyski podskoczyły w zawrotnym tempie,tak wzrosła opieka polityczna nad firmami farmaceutycznymi. Do 1990 r.przemysł przybrał obecny status jako profesji z bezprzykładnym wpływem n swą własną sytuację. Na przykład, jeśli mu się coś nie podoba w FDA,federalnej agencji uprawnionej do regulowania biegu spraw, przemysł mógł ten bieg zmieniać poprzez bezpośredni nacisk na FDA lub przez
swych przyjaciół w Kongresie. Dziesięć czołowych koncernów (wraz z europejskimi) miały zyski wynoszące prawie 25% wartości sprzedaży w 1990 r. Z wyjątkiem spadku stopy zysku w czasie projektu reformy ochrony zdrowia Billa Clintona, utrzymywały się na tym poziomie przez całą dekadę.
Naturalnie, w wielkościach bezwzględnych, jako że sprzedaż rosła, wzrastały też zyski. W 2001 r. dziesięć największych amerykańskich firm farmaceutycznych wg listy Fortune 500 zajmowało dużo wyższą pozycję pod względem zysku netto w porównaniu z innymi amerykańskimi przemysłami,czy to licząc od sprzedaży – 18,5%, od aktywów – 16,3%, od akcji współwłaścicieli – 33,2%. To są zadziwiające marże. Dla porównania,średnia stopa zysku netto dla wszystkich innych przemysłów wg Fortune 500 była tylko 3,3% sprzedaży. Daleko za farmacją były banki handlowe,wielce ustosunkowane, z zyskiem netto 13,5% obrotów. W roku 2002, w roku ekonomicznego regresu, big pharma wykazała tylko nieznaczny spadek zysków, z 18,5 do 17,0% wartości sprzedaży.
Najbardziej wstrząsającym faktem 2002 r. był ten, że połączone zyski 10 firm farmaceutycznych w Fortune 500 ($ 35,9 mld) były większe niż wszystkich pozostałych 490 wielkich firm ($ 33,7 mld).
Nakłady przemysłu farmaceutycznego na badania i rozwój (R&D), choć duże, były o wiele mniejsze niż zyski. W dziesięciu czołowych firmach wynosiły one tylko 11% wartości sprzedaży w 1990 r. i wzrosły do 14% w 000 r. Największą pozycją w budżecie nie jest ani R&D, ani zysk, lecz „marketing and administration”, kategoria ekonomiczna różniąca się nieco w różnych przedsiębiorstwach. W 1990 r. około 36% przychodów ze sprzedaży szło na tę kategorię wydatków i proporcja była podobna przez całą dekadę. Pamiętajmy, że to jest dwu i pół krotność wydatków na R&D.
Dane te są zaczerpnięte z rocznych raportów spółek giełdowych dla Securities and Exchange Commission (SEC) i dla akcjonariuszy, ale co się księguje do poszczególnych kategorii bilansu, nie jest całkiem pewne.
Firmy starają się nie ujawniać całej prawdy. Budzi to podejrzenie, że do R&D włącza się wiele wydatków marketingowych. Z drugiej strony, „marketing and administration” jest gigantyczną czarną skrzynką, która obejmuje „edukację”, reklamę, promocję, koszty usług prawnych oraz zarobki dyrekcji, które są ogromne. Według raportu Families USA poprzedni przewodniczący zarządu i chief executive officer (CEO) firmy Bristol-Myers-Squibb, Charles A. Heimbold, Jr. pobrał w 2001 r. $ 74 890 918 nie licząc wartości $ 76 095 611 przyznanych mu akcji. Przewodniczący zarządu firmy Wyeth otrzymał pobory $ 40 521 011 plus akcje $ 40 629 459. I tak dalej.To jest przemysł, który obficie wynagradza siebie samego11....

2 Tworzenie nowego leku
Wprowadzenie nowego leku na rynek to długa droga. Przemysł ma co do tego rację, ale nie co do jego roli w tym procesie. Firmy farmaceutyczne wcale nie odgrywają tak wielkiej roli w badaniach i rozwoju (R&D) jak podają nam do wierzenia. Nie jest moją intencją opisywanie farmaceutycznego R&D tutaj w detalach, ponieważ nie to jest głównym celem tej książki. Chciałabym jednak pokazać jak firmy farmaceutyczne wystawiają rachunek za swe zasługi. Większość mego opisu dotyczy nielicznych leków innowacyjnych pojawiających się na rynku każdego roku. Dla licznych „me-too” leków, małych modyfikacji leków już obecnych na rynku, proces R&D jest znacznie szybszy, jako że gros roboty było już wykonane wcześniej.
Prawda o R&D
Nie można na chybił trafił badać związków chemicznych, by zobaczyć,który okaże się pomocny w leczeniu choroby. To angażowałoby nieskończenie wiele czasu i byłoby również niebezpieczne. W zamian, najwięcej czasu trzeba najpierw poświęcić na poznanie natury choroby, którą chcemy leczyć, co złego stało się w organizmie, że ją spowodowało. To rozeznanie musi być bardzo szczegółowe, zwykle na poziomie molekularnym,jeśli ma być jakaś nadzieja znalezienia leku, który będzie skutecznie i bezpiecznie ingerował w łańcuch zdarzeń odpowiedzialnych za chorobę. To co badacze mają nadzieję znaleźć, to jest jakieś ogniwo łańcucha, na który lek ma być wycelowany.
Tak więc poznawanie choroby lub stanu zdrowia jest zwykle początkiem prac badawczych, w ramach R&D, i ono może zabierać dużo czasu,niekiedy dekady. Nie ma wątpliwości, że jest to najbardziej twórcza, i najmniej pewna, część procesu R&D. Wbrew propagandzie przemysłu jest ona niemal zawsze wykonywana w uniwersytetach lub rządowych laboratoriach badawczych, albo w kraju, albo za granicą. W Stanach Zjednoczonych jest przeważnie finansowana przez Państwowe Instytuty Zdrowia (NIH –National Institutes of Health)1.
Z chwilą gdy badania podstawowe osiągną punkt krytyczny, co oznacza,że choroba zostanie zupełnie dobrze poznana, a także możliwe sposoby jej leczenia lub łagodzenia, poszukiwanie idzie w kierunku odkrycia lub zsyntetyzowania molekuły, która wykona zadanie i będzie bezpieczna w użyciu.
To jest część „development”, rozwoju, w ramach R&D, i właśnie tu włączają się firmy farmaceutyczne, czasem wcześnie, czasem w ostatniej chwili.
Część druga R&D, zwana „development” – rozwój, sama dzieli się na dwa etapy: przedkliniczny i kliniczny. Etap przedkliniczny obejmuje znalezienie obiecujących substancji –kandydatek na leki, i następnie badanie ich własności na zwierzętach i kulturach komórkowych. Firmy posiadają obszerne biblioteki leków kandydatów – molekuł, które obecnie mogą być przesiane komputerowo, czy celują w piętę Achillesa wykrytą w badaniu podstawowym. Ponadto, nowe cząsteczki chemiczne mogą być zsyntetyzowane lub wyekstrahowane z surowców zwierzęcych, roślinnych lub mineralnych. Tylko niewielki ułamek kandydatów na leki przechodzących etap przedkliniczny będzie badany na ludziach, w najważniejszym etapie klinicznym (o tym więcej potem). Przemysł farmaceutyczny mówi, że tylko jeden na pięć tysięcy kandydatów na leki staje się lekiem2, jeden na tysiąc przeżywa testy przedkliniczne, a z nich jeden na pięć – testy kliniczne. Paradoksalnie – choć to jest najmniej twórcza część procesu – badanie kliniczne jest najdroższe. Przeto ogromna większość kandydatów na leki jest odsiewana bardzo wcześnie, zanim zostaną w nie zainwestowane duże pieniądze.
Badania i rozwój w firmach biotechnologicznych są podobne pod różnymi względami do R&D w wielkich firmach farmaceutycznych. Tylko że zamiast produkować małe cząsteczki sposobami chemicznymi koncentrują się na robieniu bardzo wielkich molekuł, jak proteiny lub hormony, poprzez zastosowanie żywych biologicznych sposobów, często z zastosowaniem technologii rekombinacji DNA. Co więcej, do tej pory nie ma przemysłu robiącego biotechnologicznie produkty generyczne, a zatem prawa monopolistyczne są nieograniczone. Różnice między firmami farmaceutycznymi i biotechnologicznymi są zamazane i obecnie największe firmy biotechnologiczne są członkami wspólnej grupy przemysłowo-handlowej Pharmaceutical Research and Manufacturers of America (PhRMA).
To jest bardzo zwięzły opis R&D, i jak we wszystkich zwięzłych opisach sprawy są rzadko jasno podane, bo jest wiele odchyleń i wyjątków. Ale generalna uwaga jest taka, że najdłuższa i najtrudniejsza część R&D jest na początku, jest to część badawcza, gdzie są robione podstawowe odkrycia, identyfikujące, jak i gdzie choroba lub stan zdrowia może być zaatakowany z powodzeniem przez nowy środek farmakologiczny. Wielkie firmy farmaceutyczne zwykle przykładają się do tego wysiłku bardzo mało. One są ważne w procesie R&D większości leków na końcu prac badawczych, zwłaszcza przy badaniach klinicznych.
Przykład – historia AZT
Dobrą ilustracją procesu R&D leku innowacyjnego jest historia AZT(zidovudiny), pierwszego na rynku leku do leczenia HIV/AIDS. Sprzedawany pod nazwą markową Retrovir, był początkowo robiony przez firmę Buroughs Wellcome, która później została połknięta przez dużo większą firmę brytyjską Glaxo, obecnie GlaxoSmithKline. Choć zyski szły na początku do Burroughs Wellcome, a teraz do GlaxoSmithKline, badania podstawowe i większość rozwojowych były prowadzone w laboratoriach rządowych i uniwersyteckich. Jest to historia warta opowiedzenia bardziej szczegółowo3......

Rzeczywiste źródła innowacji
Niewielka wydajność jest złem umiarkowanym. Natomiast prawdziwym skandalem jest fakt, że nieliczne leki innowacyjne pojawiające się na rynku prawie zawsze pochodzą z badań finansowanych z funduszy publicznych.W naszym kraju prawie wszystko jest sponsorowane przez PaństwoweInstytuty Zdrowia (NIH – National Institutes of Health) i robione przez uniwersytety, małe firmy biotechnologiczne albo same NIH. (Około 90% badań sponsorowanych przez NIH jest wykonywana poza murami NIH, „extra-mural”, głównie w szkołach medycznych i szpitalach klinicznych. Reszta jest dziełem naukowców NIH w campusie poza Waszyngtonem,„intra-mural”). Big pharma zaczęła polegać na badaniach finansowanych ze środków publicznych od 1980 r. zgodnie z postanowieniami ustawy Bayha-Dole`a i związanej z nią ustawy Stevensona Wydlera. Bayh-Dole ma zastosowanie głównie do badań „extramural”, Stevenson-Wydler – do „intra-mural”. To prawo, jak wzmiankowałam w Rozdziale 1, pozwala, by wyniki prac finansowanych przez NIH były patentowane i licencjonowane na wyłączność firmie farmaceutycznej w zamian za honoraria (royalties). I coraz bardziej big pharma od tego zależy – od leków licencjonowanych, którymi firmy farmaceutyczne handlują i których dodatkowe zastosowania często patentują. Czasami leki są całkowicie opracowane zanim zostaną licencjonowane, patrz casus AZT (Zidovudiny) opisanej w Rozdziale 2. W innych przypadkach leki są kupowanie przed decydującymi badaniami klinicznymi.Co najmniej trzecia część leków big pharmy jest teraz licencjonowana albo inaczej nabyta ze źródeł zewnętrznych, także z małych firm, na całymświecie4. Można sądzić, że firmy big pharmy czują się zawstydzone z tegopowodu, bo bez wątpienia skrywają to, nie podają do publicznej wiadomości, ale z pewnością będą tak czynić dalej. Bob Ingram, szef Glaxo SmithKline`a, szczerze wyznał dziennikarzowi „The Wall Street Journal”:„Nie zamierzamy lokować pieniędzy wewnątrz firmy, jeśli są dobre miejsca na zewnątrz”5. Ubolewając, że Glaxo uzyskało tylko 17% przychodów z leków licencjonowanych, gdy Pfizer – 30%, a Merck – 35%, powiedział,że jego firma „pragnie osiągnąć podobny poziom”. Wielkie firmy farmaceutyczne konkurują nie tyle wynajdywaniem nowych leków, co szukaniem ich na licencję ze źródeł zewnętrznych. Spójrzmy na kilka z wielu ważnych leków nie odkrytych przez big pharmę.
Taxol (paclitaxel)
Weźmy przypadek Taxolu, najlepiej sprzedającego się w historii leków na raka7. Obecnie używany do leczenia nowotworów jajnika, piersi i płuc, został pozyskany w latach 1960-tych z kory cisu w rejonie Pacyfiku. Wszystkie badania przez prawie trzydzieści lat były dokonywane lub finansowane przez Państwowy Instytut Raka (NCI – National Cancer Institut) za $ 183 mln uzyskanych od podatników. W 1981 r. Bristol-Myers Squibb zawarł układ o współpracy w R&D, co było możliwe po ustawie Stevensona-Wydlera. Częścią biznesu ze strony BMS było dostarczenie do NCI 17 kg paclitaxelu (kupionego od firmy chemicznej). Żadnej naiwności w tym nie było. W 1992 r. po zaaprobowaniu Taxolu przez FDA do leczenia raka jajnika na podstawie danych badań NIH,BMS otrzymał pięcioletnią wyłączność na sprzedaż leku. Poważnym problemem dla BMS było tylko to, że cisu było mało. Wówczas NIH sfinansował prace naukowców z Florida State University, którzy opracowali metodę syntezy paclitaxelu. BMS szybko ją kupił za honorarium (royalties). Tu znów firma nie wykazała naiwności. Światowa sprzedaż Taxolu generowała firmie BMS $ 1-2 mld rocznie, a ona płaciła uniwersytetowi dziesiątki milionów. Historia Taxolu jest pierwszorzędnym przykładem opłaconych przez podatników badań do wykrycia wartościowego i lukratywnego leku, który zostaje dany jako podarek wielkiej firmie farmaceutycznej do eksploatacji handlowej i dalszego rozwoju8. Społeczeństwo płaci drugi raz, kiedy kupuje Taxol po zawrotnej cenie, którą BMS pobiera za lek, którego ani nie odkrył, ani nie opracował....
Epogen (epoetina alfa)
Weźmy przykład Epogenu, leku innowacyjnego do leczenia anemii u pacjentów z niewydolnością nerek9. Technicznie Epogen jest produktem biologicznym, a nie lekiem, ponieważ jest on naturalną substancją wytwarzaną w ustroju, hormonem produkowanym w nerkach, który przyczynia się do produkcji czerwonych ciałek krwi. Ten hormon, zwany epoetiną (dawniej erythropoietiną), był odkryty w 1976 r. przez Eugene Goldwassera w Univer-sity of Chicago po wielu pracach podstawowych zrobionych w kilku innych laboratoriach akademickich, które wykazały, że nerki muszą produkować....
Gleevec (imatinib)
Historia leku Gleevec jest nieco odmienna10. Tu firma farmaceutyczna Novartis opracowała substancję, opatentowała i trzymała na półce. Jej użyteczność została wykryta przez uniwersyteckiego badacza finan-
sowanego przez NIH. Gleevec, jeden z siedmiu innowacyjnych leków 2001 r., hamuje rzadki rodzaj leukemii (białaczki), zwany białaczką szpikową przewlekłą, ma względnie mało działań niepożądanych. (Jak długo działa, jeszcze nie wiadomo, ponieważ jest bardzo nowy). Białaczka jest w istocie rodzajem raka krwi, i zanim pojawił się Gleevec,....

5 Leki „me-too”– główny biznes przemysłu farmaceutycznego
Naukowcy finansowani przez Państwowe Instytuty Zdrowia (NIH –National Institutes of Health) zwykle robią początkowe prace i dokonują
odkrycia leku. Później firmy farmaceutyczne kontynuują temat i eksploatują wynalazki1.Jak widzieliśmy w poprzednim rozdziale, w pięciu latach 1998-2002 FDA aprobowała 415 nowych leków, z których tylko 14% było naprawdę innowacyjnych. Dalsze 9% stanowiły stare leki, ale tak zmodyfikowane, że wg FDAwnosiły poważne zmiany na lepsze. A co z pozostałymi 77%? Niewiarygodne, one wszystkie były lekami me-too, sklasyfikowanymi przez agencję jako nie lepsze od leków już istniejących.To było możliwe z powodu słabości prawa – mianowicie firmy farmaceutyczne muszą wykazać FDA, że nowe leki są „skuteczne”. Nie muszą wykazać, że są bardziej skuteczne od tych, które już są stosowane. Muszą tylko wykazać, że są lepsze od niczego3. I to jest dokładnie to, co firmy robią. W badaniach klinicznych porównują nowe leki z placebo, zamiast z najlepszymi aktualnie środkami. To jest bardzo niski płotek do przeskoczenia. W rzeczy samej na podstawie tych badań można aprobować lek, który jest gorszy od już istniejącego. Porównywanie leku z innym lekiem jest ostatnią rzeczą, której firmy pragną. Tylko wtedy, gdy podawanie chorym placebo, pozbawianie ich leczenia, byłoby ewidentnie niebezpieczne dla zdrowia,firmy zgadzają się na podawanie nowego leku obok starego. To nie zdarza się często.Defekt prawa jest kluczowy dla zrozumienia nowoczesnego przemysłu farmaceutycznego. Umożliwił jemu samemu przekształcenie się w gigantyczny me-too biznes. Gdyby firmy musiały wykazywać, że nowe leki są lepsze od starszych, byłoby dużo mniej me-too, ale nie byłoby wyboru, trzeba by rozglądać się za poważnym wynalazkiem. Spójrzmy na sposoby postępowania.
Przedłużanie patentów
Niekiedy bardzo prostą sprawą jest przedłużenie kariery finansowej wystrzałowego leku, którego ochrona patentowa zbliża się do końca –należy zrobić coś bardzo podobnego i przestawić ludzi na to nowe. To nowe musi tylko o tyle różnić się, by było patentowalne. Weźmy przykład Nexium (esomeprazolu). Nexium jest lekiem typu inhibitora pompy protonowej zrobionym przez angielską firmę AstraZeneca. Wszedł na rynek w 2001 r. kiedy Prilosec (omeprazol) kończył patent. To nie był przypadek. Prilosec (w Polsce Losec) był bestsellerem ze sprzedażą $ 6 mld rocznie. Po wygaśnięciu patentu pojawia się konkurencja wytwórców generycznych, sprzedaż leku markowego maleje. To byłaby katastrofa dla AstraZeneca.....

6 Jak dobre są nowe leki?
Skąd wiemy, że leki na receptę są dobre? Można odpowiedzieć, że lekarze nie używaliby ich, gdyby nie były dobre. Lekarze wiedzą z doświadczenia, co działa. Podobnie ich pacjenci. Jednak doświadczenie może być wysoce mylące. Założenie, że lek działa, gdy chory czuje się lepiej,nie pozwala dostrzec naturalnej poprawy mogącej nastąpić bez leku, efektu placebo, innych przypadków, w których lek może zawieść, czy możliwości lepszego działania innego leku. Dlatego Food and Drug Administration (FDA) wymaga badań klinicznych. Tylko dzięki badaniu leków na dużej liczbie pacjentów w warunkach rygorystycznie kontrolowanych możemy poznać, co działa i jak dobrze działa.
O`kay, kupujemy ten system. Jednak, musimy wiedzieć, że leki działają,ponieważ w przeciwnym razie FDA by ich nie aprobowała. Firmy farma-ceutyczne nie mogą wprowadzić nowych leków na rynek, dopóki nie przeprowadziły badań, że one są bezpieczne i skuteczne. Ale to rodzi inny problem. Czy możemy wierzyć tym badaniom? To decydujące, ostatnie stadium prac poszukiwawczych i rozwojowych (R&D) jest zwykle sponsorowane przez firmy produkujące leki. Czy są sposoby ustawienia badań klinicznych tak, by leki wydawały się lepsze, niż są? Niestety odpowiedź jest twierdząca. Badania mogą być szachrowane na wiele sposobów, i to ma miejsce ustawicznie......

Przedsiębiorstwo naukowo-badawcze
W jaki sposób lekarze dokonują wyboru leków dla swych pacjentów? Niektórzy niefortunnie uzależniają się od firmowego marketingu – będzie o tym mowa w następnym rozdziale. Ale większość lekarzy opiera się, przynajmniej częściowo, na bezstronnych źródłach informacji. Czytają czasopisma medyczne, aby dowiedzieć się o nowych badaniach i ich interpretacji, posługują się podręcznikami, aby poznać opinie autorów-ekspertów wraz z wszystkimi naukowymi dowodami; chodzą na posiedzenia i kursy ciągłej edukacji, by posłuchać tych ekspertów (“liderów myśli”) na własne uszy. Ostatnie dwa źródła są w istocie pochodnymi pierwszego. Podręczniki i myśli liderów myśli nie są lepsze niż dane, na których się opierają. A te dane pochodzą z artykułów w czasopismach naukowych.
Więc decydujące jest, by te artykuły były obiektywne. Czy są? Odpowiedź jest coraz częściej negatywna. Jak powiedziałam, większość badań leków jest sponsorowana przez firmy produkujące leki. W zasadzie sponsoring przemysłu nie znaczy, że badanie jest stronnicze. Ale teraz firmy farmaceutyczne mają znaczną kontrolę nad sposobem prowadzenia badań i ich raportowaniem. To jest nowość. Do 1980 r. badacze byli bardziej niezależni od firm finansujących prace.Firmy mogły dać grant uczelnianemu centrum medycznemu, potem stać z boku i czekać na wyniki. Mogły one mieć nadzieję, że produkt okaże się dobry, ale nie wiedziały tego na pewno. Z pewnością nie usiłowały instruować badaczy, jak prowadzić testy kliniczne....

7 Trudna sprzedaż – przynęty, łapówki
W 2001 r. firmy farmaceutyczne dały lekarzom bezpłatne próbki leków o wartości prawie $ 11 mld. Były to przeważnie najnowsze, najdroższe leki me-too. Firmy wiedzą, że próbki pełnią rolę przynęty dla lekarzy. Bezpłatne próbki nie są bezpłatne. Ich koszt jest wkalkulowany w cenę leku (firmy nie są instytucjami charytatywnymi). W tymże roku firmy farmaceutyczne wysyłały około 88.000 sprzedawców do gabinetów lekarskich z próbkami, prezentami i pogadankami o swych produktach1. Przemysł mówi, że wydano na tę działalność $ 5,5 mld. Kwota wydaje mi się zaniżona. Byłoby to tylko $ 62 500 rocznie ($ 5,5 mld: 88.000), czyli $ 5 200 miesięcznie na jednego sprzedawcę, na uposażenie, premie, koszty podróży, próbki, prezenty2. Ale jaka by to nie była kwota, płacimy ją my. Przykłady rozmachu w wydatkach:...
Wielki cel – lekarze
Reklam DTC jest wiele, ale głównym celem wysiłków marketingowych są lekarze. Oni piszą recepty. Katharine Greider w książce „The Big Fix”opisuje bardzo szczegółowo jak lekarska profesja jest przenikana marketingiem leków21. Już wzmiankowałam, że 88 000 przedstawicieli handlowych wizytuje lekarzy w ich gabinetach i szpitalach. Jeden przedstawiciel przypada na 5-6 praktykujących lekarzy22. Ci ludzie, zwani repami lub detailerami (sprzedawcami), są wszędobylscy w świecie medycznym. Zwykle młodzi, atrakcyjni i bardzo ujmujący, włóczą się po korytarzach szpitalnych w całym kraju wypatrując możliwości rozmowy z personelem, torując sobie drogę upominkami (książki, piłki do golfa, bilety na imprezy sportowe). W wielu klinikach repowie wydają regularne posiłki, by w ich trakcie omawiać leki.Repom pozwala się uczestniczyć w konferencjach, a nawet asystować przy zabiegach, przy badaniach, przy łóżku chorego. Chorzy często myślą,że to są lekarze, skoro wypowiadają się na temat leczenia23....

8 Maskowanie marketingu edukacją

Przemysł farmaceutyczny utrzymuje, że szkoli członków zawodów medycznych i szeroką publiczność w znajomości leków i stanów chorobowych przez nie leczonych. Wielu lekarzy, instytucje medyczne,wszyscy odbiorcy tej przemysłowej szczodrości wydają się w to wierzyć.Także rząd w to wierzy. Ale środki na tę „edukację” pochodzą z budżetu marketingowego firm. To powinno mówić w czym rzecz. Jak we wszystkich innych biznesach także i w farmaceutycznym istnieje nieodłączny konflikt interesów między sprzedawaniem produktów i ich ocenianiem. Na przykład Pfizer stanowczo odmawia obiektywnej informacji, jak jego Zoloft (sertralina) różni się od Paxilu (paroxetiny) firmy GSK przy leczeniu depresji.
W poprzednim rozdziale była mowa o tym, że w 2001 r. przemysł podał wielkość swoich wydatków na marketing rzędu $ 19 mld (pozostawiając około $ 35 mld zatuszowane). Przemysł twierdzi, że jego reklamy są także szkoleniowe, że ludzie dowiadują się z reklam o chorobach, o których nawet nie słyszeli (“O, reklama Clarinexu pozwoliła mi zorientować się, że mam katar sienny”). Ale w końcu przemysł przyznaje, że reklamy DTC są przede wszystkim promocyjne. Nie o tym jednak będzie mowa w tym rozdziale.
Zajmiemy się tu ogromną kwotą wydawaną na to, co firmy farmaceutyczne uważają za działalność czysto edukacyjną. Większa jej część jest skierowana do lekarzy. Nikt tego nie wie na pewno, ale prawdopodobnie mamy tu do czynienia z lwią częścią brakujących $ 35 mld w raporcie o budżecie marketingowym. Dla big pharmy bardzo ważne jest podtrzymywanie fikcji, że te pieniądze idą na szkolenie, a nie marketing. W ten sposób można uciec przed prawnym skrępowaniem kosztów. Tak jest też lepiej dla PR (public relations – publicznej reputacji)....

Firmy farmaceutyczne udają nauczycieli
Dlaczego lekarze udają, że wierzą, iż firmy farmaceutyczne zajmują się edukacją? (niektórzy może w końcu w to wierzą). Odpowiedź: to się opłaci.Składki członkowskie byłyby dużo wyższe, gdyby towarzystwa medycznenie były finansowane przez przemysł. Lekarze musieliby sami płacić za swoje nieustanne szkolenie. Ponadto utraciliby różne dochody, takie jak zwrot kosztów podróży, rozrywek, które, jak może wydaje się niektórym,przysługują z racji zawodu. Wielu lekarzy jest oburzonych posądzeniami,że mogą być kaperowani tą hojnością przemysłu. Ale przecież po co firmy farmaceutyczne wydają na nich tyle pieniędzy? Stephen Goldfinger, przewodniczący komitetu wsparcia APA, powiedział: „Firmy farmaceutyczne są amoralną kliką. One nie są dobroczynnym stowarzyszeniem. Jest wysoce nieprawdopodobne, by darowywały ogromne ilości pieniędzy bez zakulisowych intencji”10.
Big pharma, ze swojej strony, upiera się, że pełni misję edukacyjną i że może ona być oddzielona od interesów handlowych. Kodeks etyki PhRMA 2002 r. mówi o relacjach z zawodami ochrony zdrowia: „powinny być skoncentrowane na informowaniu o produktach, dostarczaniu naukowych i szkoleniowych informacji, popieraniu badań i edukacji”11.
Rząd także, wydaje się, chce akceptować fikcję, że firmy farmaceutyczne są nauczycielami. Office of the Inspector General (OIG) ostrzega, że nie wolno wobec lekarzy stosować zachęt do przepisywania poszczególnych leków lub wyrobów. Ale jednocześnie powiada: „granty i wsparcia działalności edukacyjnej organizowanej przez medyczne organizacje zawodowo-naukowe powodują niewielkie niebezpieczeństwo oszustwa lub nadużycia pod warunkiem, że grant lub wsparcie nie jest zastrzeżone lub uwarunkowane merytorycznie lub personalnie”12. Główną troską OIG jest, by „pieniądze przemysłu nie służyły jako zamaskowany kanał wynagradzania lekarzy za generowanie biznesu”13.....

9 Maskowanie marketingu badaniami naukowymi
Załóżmy, że jako wielka firma farmaceutyczna robicie lek, który został zaaprobowany do bardzo ograniczonego zastosowania – powiedzmy, że leczy chorobę dotykającą tylko 250 000 ludzi. Jak możecie uczynić z tego medykamentu ogromny produkt sprzedawany za miliard dolarów lub dwa?W zasadzie istnieją dwa sposoby.
Pierwszy polega na testowaniu go w klinikach do innych przeznaczeń. Jeśli badania wykażą, że jest skuteczny i bezpieczny, możecie prosić FDA o pozwolenie na sprzedaż do dodatkowych celów. Tak było na przykład z Taxolem (paclitaxelem) Bristol-Myers Squibba. Początkowo był aprobowany do leczenia raka jajnika, ale firma natychmiast podjęła dodatkowe badania i okazało się, że leczy także raka piersi i raka płuc. To bardzo zwiększyło rynek.
Drugi sposób to po prostu sprzedawanie leku do nieaprobowanych zastosowań, pomimo że takie postępowanie jest nielegalne. Prowadzi się badania kliniczne, których rezultaty są niewystarczające dla FDA do aprobaty, a potem „edukuje” lekarzy o jakichś wynikach pomyślnych. W ten sposób obchodzi się prawo. Możecie powiedzieć, że nie reklamujecie leku do tych nieaprobowanych zastosowań; zaledwie wspominacie lekarzom o wynikach swoich badań. Lekarz ma prawo przepisać lek na wszystko.Byłaby to pokrętna edukacja, oparta na badaniu nieprawdziwym.
Przypadek Neurontiny (gabapentiny)Parke Davis najwyraźniej zastosował drugi sposób przy swoim leku przeciwpadaczkowym, Neurontinie (gabapentinie). Parke Davis połączył się najpierw z Warner-Lambertem, poczem obie połączone firmy w 2000 r. zostały połknięte przez giganta Pfizera...



POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY Surprised
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Rafał
Gość





PostWysłany: 2012 04 07 19:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-------------------

Ostatnio zmieniony przez Rafał dnia 2013 04 09 13:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
JMW



Dołączył: 13 Sty 2003
Posty: 1706
Skąd: Kanton, Chiny

PostWysłany: 2012 04 08 08:56    Temat postu: doskonałe lekarstwo Odpowiedz z cytatem

Mówię o tym często, kiedy mowa o lekarstwach. Czy wiesz, jakie lekarstwo uważane jest za doskonałe?
Musi spełniać przynajmniej te 4 warunki:
1. Pod żadnym względem nie może uleczyć chorego -- to oznaczałoby stratę klienta.
2. Pod żadnym pozorem nie może zabić chorego -- to też oznacza stratę klienta.
3. Ma dać choremu odczucie ulgi, poprawy -- to go przekonuje, że lekarstwo działa.
4. Ma chorego uzależniać od tego leku -- to oznacza stałego klienta.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
hunab-ku



Dołączył: 11 Cze 2007
Posty: 1093
Skąd: Łódź

PostWysłany: 2012 04 10 16:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czyli co jak co ... są w BIG FARMIE magicy, którzy aby osiągnąć te cele takie właśnie laki "wynajdują". Są nieźli w tym co robią Confused
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Rafał
Gość





PostWysłany: 2012 04 10 23:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

----------------------------------

Ostatnio zmieniony przez Rafał dnia 2013 04 09 13:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Blaz



Dołączył: 20 Lut 2012
Posty: 25

PostWysłany: 2012 04 11 21:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

ojtam....

Naprawdę czepiacie się...

A sprawa prosta. Na bóle gardła - wycięcie migdałków. Generalnie, gdy jakiś organ niedomaga, warto rozważyć jego usunięcie.

Jak się nie da, przyfasolić chemią. W maksymalnej dawce, jak z reklamy.

A na nadpotliwość np - wycięcie pach Laughing
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
draq



Dołączył: 08 Lut 2011
Posty: 71

PostWysłany: 2012 04 12 11:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Szczytem bezczelności jest reklama w której facet w jednej ręce ma garść tabletek, a w drugiej jedną i mówi z pretensjami by brać lek, a nie suplementy, bo jest lepszy. Jak to oglądałem to brałem pod uwagę, że jestem w ukrytej kamerze, a ktoś robi sobie ze mnie jaja Smile.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
xplus



Dołączył: 14 Kwi 2012
Posty: 15
Skąd: wielkopolska

PostWysłany: 2012 04 15 10:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dorzucę swoje 5 groszy w temacie, aptek więcej jak kiosków "ruchu" i maja się nieźle. Rzadko bywam w aptece, ale jak widzę ile ludzie płacą, szlak mnie trafia. Ale ludzie sami sobie zaprzeczają, z jednej strony narzekają na ceny "leków" a na propozycje naturalnych metod, uważają, że tylko one pomogą. Dlatego podnoszenie świadomości obywateli w tym zakresie jak najbardziej wskazane. Dobrze, że coraz więcej lekarzy to rozumie i zalecają naturalne metody. Niestety, jeszcze zbyt wiele jest nastawionych na komercję
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
bezpostaciowy



Dołączył: 02 Lip 2009
Posty: 161
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: 2012 04 15 10:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

xplus napisał:
Dobrze, że coraz więcej lekarzy to rozumie i zalecają naturalne metody. Niestety, jeszcze zbyt wiele jest nastawionych na komercję

Zawsze myślałem, że liczba lekarzy uznających naturalne metody leczenia ciągle spada...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
krzysztof



Dołączył: 02 Lip 2007
Posty: 539
Skąd: zielona góra

PostWysłany: 2012 04 15 11:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

WITAM Surprised

Najbardziej szkoda milionów starszych osób ,które w strachu i przerażeniu wykupują "leki", bardzo często z niskich rent i emerytur ( tzw. stary portfel) , nie zdając sobie sprawy z istnienia prostych mechanizmów ,które nie są jakąś wiedzą tajemną.
Oczywiście innych też bardzo żal.

Przykładowo coś dla lekarzy i przedstawiciel medycznych ( farmaceutycznych ) oraz CRA ( monitorów badań klinicznych ) :
Satysfakcja i lojalność klienta na rynku farmaceutycznym
http://wysylkowa.pl/ks895644.html#wiecej
Cytat:
Zadowalanie lekarzy i budowanie relacji opartych na wzajemnym zaufaniu pomiędzy firmą produkującą leki a środowiskiem medycznym jest obecnie niezwykle istotnym celem działań marketingowych firm farmaceutycznych. W powyższym aspekcie pomiar poziomu satysfakcji lekarzy z marki produktu leczniczego i ich lojalności wobec niej powinien odgrywać istotną rolę. W książce zaprezentowano badanie empiryczne dotyczące pomiaru zadowolenia i lojalności klienta (lekarza) na rynku farmaceutycznym. Podkreślić należy, iż ma ono charakter pionierski, a zastosowana metodologia badawcza oraz sposób analizy, interpretacji i prezentacji wyników stanowiły podstawę do sformułowania modelu pomiaru i analizy satysfakcji i lojalności lekarzy wobec marki produktu leczniczego. Badania przeprowadzane zgodnie z modelem mogą stanowić ważne źródło informacji o obszarach doskonalenia firmy w aspekcie zarządzania określoną marką medykamentu, jak również dostarczą cennych informacji o charakterze współpracy konkretnej firmy farmaceutycznej ze środowiskiem medycznym. Książka powinna zainteresować osoby profesjonalnie zajmujące się marketingiem produktu leczniczego, pracownicków firm farmaceutycznych sprzedających swoje produkty na rynku polskim, środowisko medyczne, studentów marketingu i zdrowia publicznego. Ze względu na aktualną tematykę jest godna polecenia również wszystkim osobom, które zainteresowane są odpowiedzią na pytanie: dlaczego lekarz wypisał receptę na lek X skoro istnieje jego tańszy odpowiednik? Aleksandra Czerw jest adiunktem w Zakładzie Zdrowia Publicznego Akademii Medycznej w Warszawie. Od kilku lat zajmuje się problemami związanymi z marketingiem farmaceutycznym, w szczególności marketingiem produktów leczniczych wydawanych wyłącznie z przepisu lekarza. Współpracuje ze środowiskiem biznesu farmaceutycznego, przez lata pracownik firmy produkującej i sprzedającej leki w Polsce.

Promocja jako instrument marketingu farmaceutycznego(artykuł recenzowany )
http://www.swiatmarketingu.pl/index.php?rodzaj=01&id_numer=57423

Przykładowe miejsce gdzie można się wyuczyć fachu w szeroko rozumianej branży farmaceutycznej
Studia Podyplomowe "Marketing strategiczny na rynku farmaceutycznym"
http://podyplomowe.ue.poznan.pl/studia.12.html


Surprised
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
hunab-ku



Dołączył: 11 Cze 2007
Posty: 1093
Skąd: Łódź

PostWysłany: 2012 04 16 11:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jest jeszcze fakt, że większość tych "biednych" ludzi nie chce się "wziąć" za siebie, zacząć coś robić, walczyć o zdrowie ...
Uważają, że im się należy i ktoś inny za ich zdrowie odpowiedzialność ma obowiązek przejąć ...
Jak im mało kasy z emerytur, to problemem dla nich nie jest to, że nie będą mieli co jeść, tylko, że im na leki nie starczy ...
Ale oczywiście zdarzają się wyjątkowe wyjątki Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum INEDIA, NIEJEDZENIE, POST I INNE TEMATY Strona Główna -> Leczenie, Oczyszczanie Ciała i Umysłu, Zdrowie, Medycyna. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group